Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Jak często zmieniać plany treningowe?


To jedno z częściej zadawanych pytań trenerom i doświadczonym zawodnikom przez osoby ćwiczące na siłowniach. Bazując na tym, co mówi duża grupa kulturystów oraz trenerów najlepiej to robić co 6-8 tygodni. Jednak nie do końca zgadzam się z tą teorią.

Jeżeli dany ruch (dotyczy ćwiczenia) powtarzamy wiele razy, to po pewnym czasie nasz organizm zaadaptuje się do wysiłku, który jest z tym związany.  Patrząc na to od strony procesów zachodzących z mięśniach wiąże się to z dostosowaniem ich parametrów (siła, masa) do pracy jaką one wykonują. Problem w tym, że taki proces trwa nie kilka tygodni jak powszechnie się uważa, tylko wiele miesięcy. Jaki jest więc sens zmiana planu treningowego już po 6-8 tygodniach?



W moim wypadku każdy plan treningowy na daną grupę mięśniową składa się z tzw. fundamentu  i ćwiczeń uzupełniających, które zawsze kończą trening. Fundament treningu jest dla mnie rzeczą niezmienną, gdyż w jego skład wchodzą ćwiczenia stanowiące o wartości tego planu. Natomiast ćwiczenia uzupełniające można zmieniać jeżeli uznamy to za rzecz korzystną (można je zmieniać nawet co trening). Mówiąc o tym, że nie należy się spieszyć ze zmianą planu treningowego mam na myśli fundament treningu, a nie całość, czyli fundament treningu plus ćwiczenia uzupełniające.

Częsta zmiana planów treningowych tylko po to, aby mięśnie nie miały możliwości zaadaptowania się do serwowanego im wysiłku to duży błąd. Mięśniom trzeba dać możliwość takiej adaptacji, gdyż tylko wtedy można w wykorzystać stosowany plan treningowy w 100%. W innym wypadku plan taki będzie wykorzystany tylko częściowo i tym samym stracimy szansę na dalszy rozwój mięśni za pomocą tego planu. Tym bardziej tego szkoda, jeżeli plan treningowy jest ułożony dobrze. A już ogromnym błędem jest zmiana takiego planu tylko dlatego, że usłyszeliśmy lub przeczytaliśmy, iż po upływie 6-8 tygodni trzeba go zmienić.
 Dopóki stosowany przez nas plan treningowy daje nam wymierne efekty w postaci wzrostu masy mięśniowej lub siły zmieniać go nie należy. Oczywiście, swoje wymagania do wzrostu masy i siły muszą być dostosowane do możliwości naszego organizmu i diety jaką stosujemy na danym etapie treningów. 
Na własnym przykładzie się przekonałem, że jeden plan treningowy może dawać dobre rezultaty przez wiele miesięcy. Najdłuższy okres w ciągu którego stosowałem ten sam plan treningowy to 2 lata. W tym czasie trenowałem 5 razy w tygodniu, na treningach robiłem mało ćwiczeń i mało serii dzięki czemu mogłem bardzo mocno koncentrować się na pracy trenowanych mięśni, co zwiększało siłę bodźców docierających do nich. Trening nie trwał dłużej niż 60 minut. Nie było żadnego powodu na to, żeby plan ten szybciej zmienić, bo niemal na każdym treningu czułem mocną „pompę” w mięśniach. Poza tym, co jest znacznie ważniejsze, przez cały czas miałem zauważalne efekty treningów, gdyż albo siła mi rosła, albo masa mięśniowa.
Oczywiście, w ciągu tych 2 lat zdarzały się dni, gdy nie miałem zbyt dużej  ochoty na trening. Na szczęście po wejściu na salę treningowy i zrobieniu kilku serii rozgrzewkowych szybko pojawiał się zapał do ćwiczeń.


Zasada konfuzji mięśniowej opracowana przez Weidera mówi, że aby mieć dobre efekty treningów nie można dopuścić do adaptacji mięśni do wysiłku związanego ze stosowanym planem treningowym, tylko należy co pewien, niezbyt długi czas, trzeba zmieniać ćwiczenia.


Osoby początkujące w pierwszym okresie treningów bazują, a przynajmniej powinny bazować, na podstawowych ćwiczeniach wielostawowych wykonywanych na ciężarach wolnych, które są niezwykle skuteczne w rozbudowie mięśni nie tylko w pierwszych miesiącach treningów, ale na każdym ich etapie. Przez kilka pierwszych miesięcy treningów  mięśnie osoby początkującej pod wpływem tych ćwiczeń rozwijają się w sposób bardzo dynamiczny, potem tempo ich rozwoju wyraźnie spada. To bardzo często skłania taką osobę do poszukiwania innych ćwiczeń, które w jej przeświadczeniu zapewnią  takie samo lub bardzo podobne tempo rozwoju mięśni. I bardzo często sięga ona po ćwiczenia na wyciągach i maszynach, które są o wiele mniej skuteczne. Bardzo często towarzyszy temu zwiększenie objętości treningu, gdyż wzrasta liczba ćwiczeń lub serii na poszczególne lub wybrane grupy mięśniowe, co prowadzi do dużego wyrzutu kortyzolu (hormon stresu). Efekt tego jest zupełnie inny niż ten oczekiwany, gdyż jest nim brak postępów treningowych lub ich regres. 

W miarę upływu lat treningów coraz ciężej jest zwiększyć masę mięśni. Na każdy dodatkowy centymetr tej masy trzeba pracować znacznie ciężej niż rok czy dwa lata temu. O tym, żeby nasze mięśnie rozwijały się tak dynamicznie, jak w pierwszym okresie treningów można tylko pomarzyć.

Osobom początkującym i tym z niedługim stażem treningów proponuję, aby  zrezygnowali z szybkiej zmiany planu treningowego i trzymali się ściśle tego, według którego trenują (zmianę należy zrobić dopiero wtedy, gdy plan treningowy nie będzie dawał już żadnych efektów). Kolejność ćwiczeń też nie powinna się zmieniać, bo dzięki temu łatwo będzie zaobserwować wzrost siły w poszczególnych ćwiczeniach.
Trenowanie przez długi czas według takiego samego planu treningu musi w końcu doprowadzić do adaptacji organizmu wraz z układem mięśniowym do wykonywanych ćwiczeń i bardzo dobrze, bo  procesy adaptacji kształtują sylwetkę. Większość bywalców siłowni  ma na ten temat odmienne zdanie i nie dopuszcza do takiej adaptacji stosując zmiany planów treningowych średnio co 6-8 tygodni. To jednak nie daje dobrych efektów.
Jeżeli zauważymy, że stosowany przez nas plan treningowy nie przynosi już efektów, to zamiast od razu zmienić go na inny (zawsze zdążymy to zrobić) lepiej zacząć  manipulować powtórzeniami. Może to wyglądać tak, że najpierw na  tydzień lub dwa tygodnie zwiększymy ciężary używane do ćwiczeń czego następstwem będzie zmniejszenie liczby powtórzeń w seriach, a później na tydzień lub dwa tygodnie zmniejszymy ciężary używane do ćwiczeń czego następstwem będzie zwiększenie liczby powtórzeń w seriach. Często taki sposób stosowałem i za każdym razem działał on bardzo dobrze na moje mięśnie.
Po 17 latach treningów i testowania na sobie różnych metod treningowych wreszcie opracowałem metodę odpowiednią dla siebie, której skuteczność sprawdziłem także na osobach, które trenuję. Zarówno w moim wypadku, jak i tych osób wyniki były bardzo dobre (wzrost siły i masy mięśniowej).
Metoda ta polega ona na tym, że w treningu każdej grupy mięśniowej mam 1 lub 2 ćwiczenia bazowe, od których rozpoczynam każdy trening i które dają mi obraz tego, jakie postępy robię i czy w ogóle robię. W wypadku, gdy mamy problemy z rozwojem pewnej partii mięśni, np. górnej części mięśni piersiowych, ćwiczenie bazowe powinno być ukierunkowane na likwidacje tego problemu. Na przykład w treningu mięśni klatki piersiowej ćwiczeniem bazowym jest dla mnie wyciskanie sztangi na ławce skośnej dodatniej (głowa wyżej niż biodra). Do pierwszej serii roboczej zakładam taki ciężar, którym będę mógł zrobić 5-7 powtórzeń (aby dobrze kontrolować swoje treningi zawsze ciężary, którymi ćwiczę oraz liczbę wykonanych powtórzeń w seriach zapisuję w specjalnym notatniku). Na każdym kolejnym treningu staram się tych powtórzeń zrobić więcej. Gdy zrobię ich 10 zwiększam ciężar o tyle, aby ponownie móc w serii zrobić 5-7 powtórzeń i wszystko zaczyna się od nowa.
Ćwiczenia bazowe to najważniejszy element moich treningów. Zdając sobie doskonale sprawę z ich ogromnej wartości dla procesu rozwoju mięśni, w trakcie ich robienia zawsze mocno koncentruję się na pracy trenowanych mięśni oraz  staram się, aby każda seria zmusiła te mięśnie do maksymalnego wysiłku. Ze względu na ten wysiłek jaki wkładam w te ćwiczenia robię w nich tyko 3 serie robocze.
Następne dwa  ćwiczenia też były na ciężarze wolnym: rozpietki ze sztangielkami na ławce skośnej dodatniej i wy wyciskanie sztangielek na ławce skośnej dodatniej (priotytem dla mnie była rozbudowa górnych części mięśni piersiowych). Ćwiczenie bazowe plus te 2 następne ćwiczenia stanowią fundament mojego treningu na mięśnie klatki piersiowej. Tak jak już wcześniej wspomniałem fundament jest niezmienny, te ćwiczenia, które robię w dalszej kolejności mogę już zmieniać i zmieniam, aby urozmaicić sobie treningi.
Trening mięśni klatki piersiowej kończę serią łączoną składająca się z 2 ćwiczeń.  Najczęściej stosowane przeze mnie ćwiczenia do takiej serii to: rozpiętki ze sztangielkami na ławce skośnej dodatniej (bardzo mały kąt uniesienia oparcia ławki) i  wyciskanie sztangi na skosie dodatnim lub hantli na skosie dodatnim
Dużą zaletą takiego zakończenia treningu jest możliwość „pobawienia się ciężarami” i zrobienia zawsze czegoś  innego, gdyż zamiast superserii może być gigant seria, drop set lub jakieś inne rozwiązanie.


Proponuję, aby ćwiczenie bazowe było, po pierwsze, ćwiczeniem wielostanowym, i po drugie, aby angażowało do pracy przede wszystkim te partie mięśni, na których poprawie zależy nam najbardziej. 


 Artykuł w rozszerzonej wersji pojawił się w magazynie "KIF"

poniedziałek, 25 lipca 2016

Wyleczyć nieuleczalne, czyli jak to jest z tą tarczycą?

Choroby autoimmunologiczne mają dziś status chorób nieuleczalnych. Według lekarzy osoby cierpiące na te schorzenia muszą brać do końca życia syntetyczne, toksyczne leki, hormony, które "poprawiają" ich stan, samopoczucie, przyspieszają metabolizm a w zamian mają ogromnie długą listę skutków ubocznych, które powodują efekt domina. Takie "leczenie" pacjenta trwa bez końca, niszcząc przy okazji organy wewnętrzne, wątrobę, trzustkę oraz zmniejszając ilość czerwonych krwinek itp.. Zastanawia mnie tu bardzo istotna rzecz i nie daje mi spokoju od dłuższego czasu, ja sama chodząc od wielu lat po endokrynologach nie usłyszałam od żadnego z nich, że powinnam zmienić dietę czy styl życia a według mnie to powinien być fundament leczenia tarczycy!



To nie jest tak, że choroba bierze się z niczego, na problemy z tarczycą pracujemy przez kawał swojego życia. Wystarczy, że przez dłuższy okres czasu stosowałaś/eś nieodpowiednią dietę, brałaś/eś antybiotyki, piłaś/eś alkohol, paliłaś/eś papierosy, brałaś tabletki antykoncepcyjne,  narażałaś/eś się na przewlekły stres,  stosowałaś/eś nieodpowiednią proporcję kwasów omega 3 do omega 6, nie ruszałaś/eś się, nagromadziłaś/eś masę toksyn w organizmie w tym metale ciężkie, miałaś/eś stany pro-zapalne, o których nawet nie wiedziałaś/eś, infekcje grzybicze, czy też nieszczelne jelita. Choroby powstają zazwyczaj na skutek jakiegoś przewlekłego zapalenia, nadmiaru cukru lub niedoboru witamin i minerałów, których w codziennej diecie pospolitego człowieka jest stanowczo za mało. Organizm ludzki to skomplikowana maszyna, ale bardzo inteligenta. Gdy dzieje się w nim coś nie tak dąży do homeostazy, czyli równowagi, jednak nie zawsze udaje się ją przywrócić, wtedy dochodzi do chronicznych stanów zapalnych a one z kolei przekształcają się w przewlekłe stany chorobowe. Czy da się je zatrzymać a nawet odwrócić ? Owszem, gdy tylko dowiemy się czego nam brakuje i zaczniemy uzupełniać niedobory. Nie wszyscy wierzą, że dieto terapia jest w stanie polepszyć nasz stan zdrowia a nawet wyleczyć, ale za to ślepo wierzą i ufają lekarzom, którzy jak opętani przepisują im antybiotyki nie dając im nawet nic osłonowo. Hipokrates, który powtarzał Primum non nocere ( z łac. po pierwsze nie szkodzić) właśnie przewraca się w grobie.


Po pierwsze diagnoza ! 
Zrobiłaś sobie właśnie badanie krwi, w którym wynik TSH wyszedł lekko ponad normę. Lekarz rodzinny podejrzewając niedoczynność tarczycy skierował Cię do endokrynologa, który bez skrupułów i bez dłuższego wchodzenia w szczegóły przepisał Ci "Eutyrox" lub "Letrox" po czym powiedział, że masz brać te tabletki codziennie do końca życia i przychodzić co kilka miesięcy aby podwyższać dawkę bo po tym podobno masz się poczuć się lepiej. Ale skąd się wzięła choroba?  Czy po drodze ktoś próbował Ci wytłumaczyć dlaczego zachorowałaś ?  Co było tego przyczyną? Bo przecież choroby nie biorą się z znikąd. A czy wiesz, że jest całkiem prawdopodobne, że wcale nie musisz brać tych syntetycznych hormonów? Bo jeśli nie masz fizycznie uszkodzonej tarczycy, to jest wysoce możliwe, że można samą tylko dietą, odstawieniem tabletek antykoncepcyjnych czy unikaniem stresów przywrócić sobie stan zdrowia!



Oto główni winowajcy zaburzeń pracy tarczycy:
  • przewlekły stres;
  • insulinoodporność:
  • niedobory witaminy D, jodu;
  • nieprawidłowa dieta, w tym w nadmiarze cukier, alkohol, gluten, soja, zły stosunek kwasów omega 6 do omega 3, brak witamin i minerałów;
  • metale ciężkie : fluor, brom i chlor;
  • tabletki antykoncepcyjne i hormony środowiskowe;
  • nieleczone infekcje;
  • przepuszczalne jelita;
  • nieprawidłowa praca wątroby;
  • niskie wydzielanie kwasu solnego;
  • nadużywanie leków, w tym antybiotyków;
  • zespół policystycznych jajników;
  • częste odchudzanie się czyli w większości przypadków zbyt duży deficyt kaloryczny,

Zaburzona praca tarczycy może być symptomem innych problemów zdrowotnych a nie chorobą samą w sobie, więc diagnozując ją proszę was również o szczery rachunek sumienia czy aby wasza dieta jest aby na pewno w porządku, czy nie macie żadnych niedoborów witamin i innych składników odżywczych, czy nie za często stosujecie restrykcyjne diety, czy dbacie o swoje jelita i wątrobę i dopiero wtedy bierzcie tabletki. Bo w wielu przypadkach jej niedoczynność można odwrócić a wiele osób o tym nie wie powierza swoje zdrowie lekarzowi, który ślepo przepisuje tabletki nie wypytując o twój dotychczasowy tryb życia. To przykre, ale jeśli sam nie zadbasz o swoje zdrowie, nikt za ciebie tego nie zrobi.



Kolejne artykuły o tej tematyce wkrótce! :)



poniedziałek, 21 marca 2016

Srebro koloidalne i jego właściwości lecznicze

Srebro tak jak i złoto, to metale, które znane były już od starożytności, a które służyły i służą do dziś głównie do wyrobu monet, sztućców, naczyń, biżuterii. Te szlachetne metale cieszą się dużym powodzeniem, zwłaszcza u pań, które noszą je z dumą jako ozdobę. Co ciekawe są one ultraelementami i w naszym organizmie występują w śladowych ilościach a mimo tego mają przeogromne znaczenie w jego prawidłowym funkcjonowaniu. Czy wiecie, że srebro w postaci rozcieńczonego płynu można spożywać w celach leczniczych?

Zacznę od wyjaśnienia pojęcia srebra koloidalnego, jest to produkt, który powstaje na skutek rozpuszczenia niewielkich ilości drobinek srebra w płynie. Produkt ten jest bardziej skuteczny i przebadany niż większość antybiotyków, które wyjaławiają nasz organizm zarówno z dobrych jak i złych bakterii, srebro niszczy te złe natomiast dobre pozostawia w nienaruszonym stanie. Jego silne działanie antybakteryjne znał już Hipokrates, który opisywał jego wszystkie właściwości lecznicze. Fenicjanie i Grecy pili wodę ze srebrnych naczyń, a podczas I wojny światowej używano go do leczenia infekcji ponieważ wtedy jeszcze nie było antybiotyków. Srebro ma swoje zastosowanie również w medycynie, pokrywa większość narzędzi chirurgicznych zmniejszając tym samym ryzyko zakażenia bateryjnego czy infekcji. Używa się go w okulistyce i dermatologii. Dodaje się je do farb malarskich, aby zapobiec rozwojowi grzyba, bakterii czy wilgoci zwłaszcza w kuchni czy łazience, korzysta z jego właściwości w elektryce , fotografii oraz do wytwarzania wysokiej jakości instrumentów muzycznych, wyrobu luster itp.

Cudowne lekarstwo XIX i XX wieku!
Właściwości bakteriobójcze, wirusobójcze i grzybobójcze srebra były bardzo cenione i powszechnie stosowane aż do 1938 roku. Wtedy jeszcze nie znano antybiotyków, więc używano srebra do leczenia różnych schorzeń i to z bardzo dobrą skutecznością. Uważano je za bardzo zaawansowany technicznie środek leczniczy. Niestety zrezygnowano z dalszych badań nad nim z uwagi na bardzo kosztowne metody produkcji. Przemysł farmaceutyczny wolał zająć się poszukiwaniem bardziej zyskownych rozwiązań a w latach 40-ych zaczęto już wprowadzać na rynek antybiotyki, zaczynając od powszechnie znanej penicyliny.

Cud współczesności ?
Zauważyłam, że temat srebra zaczyna wzbudzać coraz to większą ciekawość. Wznowiono badania nad jego właściwościami i według niektórych lekarzy i badaczy ma ono olbrzymi potencjał aby stać się cudownym lekarstwem naszych czasów. Badania przeprowadzone w 1970 roku wykazały, że jony srebra zabijają szkodliwe bakterie i wspomagają wzrost kości. Dodatkowo srebro koloidalne jest skuteczne przeciwko odpornym na antybiotyki patogenom takim jak, gronkowiec złocisty, pałeczka okrężnicy i pałeczka ropy błękitnej. Zapobiega wszelkim infekcjom i co najważniejsze jest naturalnym antybiotykiem. Srebro koloidalne blokuje enzym, który jest używany przez bakterie, wirusy i grzyby  do metabolizmu tlenowego, po kilku minutach takiego blokowania, patogen zaczyna się dusić i umiera po czym system odpornościowy usuwa go z organizmu. W przeciwieństwie do antybiotyków, które oprócz patogenów niszczą także potrzebne nam enzymy, srebro pozostawia je w nienaruszonym stanie dlatego jest ono bezpieczne zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Jest doskonałym środkiem na poprawę odporności, zabija wszystkie bakterie w przeciągu kilku minut. Srebro koloidalne niszczy ponad 650 mikroorganizmów!

Zastosowania srebra koloidalnego:
- poprawa odporności;
- hamuje rozwój patogenów, niszczy bakterie beztlenowe i tlenowe, wirusy, drożdże, pleśnie itp.
- służy do odkażania uszkodzeń skóry, wody, sprzętu do ćwiczeń, ubrań;
- przy problemach z brodawkami, trądzikiem i innych chorobach skóry;
- łagodzi miejsca po ukąszeniach owadów;
- stosuję się je do higieny miejsc intymnych,stóp, rąk;
- jako środek przeciwko nadmiernemu poceniu się;

Choroby i schorzenia na które pomaga: 
alergie, trądzik, wypryski, uszkodzenia skóry, czyraki, oparzenia rąk, zapalenie skóry, łuszczyca,wrzody, kurzajki, brodawki, łojotok, grzybice, candida, AIDS, zapalenie wyrostka robaczkowego, zapalenie stawów, zapalenie pęcherza moczowego, zakażenie krwi, pasożyty krwi, cholera,zapalenie jelita grubego, problemy żołądkowe, zapalenie spojówek,zapalenie rogówki, cukrzyca, egzema, czerwonki, przeziębienie, grypa, choroby dziąseł, borelioza, malaria, toczeń, szkarlatyna, nowotwory, nieżyt nosa, świąd odbytu, reumatyzm, katar sienny, rzeżączka, liszajec, trąd, białaczka, zapalenia naczyń chłonnych, posocznica, półpasiec, gronkowiec, paciorkowiec, rak skóry, grypa żołądkowa, kiła, gruźlica, zapalenie migdałków, egzema, zapalenie błony śluzowej żołądka, niestrawność, zapalenie opon mózgowych, infekcje pasożytnicze, bakteryjne, wirusowe, grzybicze zapalenie płuc, zapalenie opłucnej, zapalenie prostaty.;

Jakość i skutki uboczne 
Srebro przeżywa właśnie swoje odrodzenie, jednak w walce o lepsze zdrowie pamiętajmy o tym aby kupić to srebro koloidalne, które jest najlepszej jakości. Na rynku jest wiele oszustów "obiecujących" oczywiście tylko w trosce o własne korzyści, że ich produkt jest tym czego szukamy, nie dajmy się zwieść, gdyż możemy sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc. Srebro koloidalne nie może mieć żółtego zabarwienia, nie może też zmieniać go pod wpływem światła, są to srebra jonowe, które nie są bezpieczne!( na skutek reakcji z kwasem żołądkowym powstaje związek zwany chlorkiem srebra, który powoduje gromadzenie się dużych skupisk cząstek, które odkładają się pod skóra i następnie powodują chorobę zwaną srebrzycą.

Srebrzyca- Jest to choroba spowodowana zażywaniem zbyt dużych dawek (dużo większe niż zalecane dawki) srebra koloidalnego i objawia się tym, że ciało chorego zmienia kolor na siny, niebieskoszary (poniżej zdjęcie). Na początku zabarwiają się dziąsła chorego, potem skóra a następnie organy wewnętrzne również zmieniają kolor na niebieski. Objawy pojawiają się po około 6 miesiącach regularnego stosowania. Te zmiany są niestety nieodwracalne (nawet po odstawieniu srebra) i pozostają do końca życia, można jednak zmniejszyć odrobinę intensywność koloru za pomocą laseroterapii. Niestety wraz z zabarwieniem skóry uszkodzeniu pod wpływem zbyt dużych dawek ulega wątroba, nerki oraz oczy, może również dojść do stwardnienia tętnic dzieje się tak na skutek zbyt dużego odkładania się srebra w organizmie.

                    Przykład mężczyzny chorującego na srebrzycę


Jakie najbezpieczniejsze?
Najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze srebro koloidalne to to niejonowe (np.Nano Srebro koloidalne 25 ppm  - firmy Vitacolloids- podobno jest najlepsze na rynku) nie jest chemicznie zanieczyszczone, ma intensywny metaliczny i gorzki posmak. Polecane jest również srebro koloidalne firmy : Srebro Proaktiv AG 250 ( również 25ppm) , nie jest jednak aż tak skuteczne jak srebro koloidalne firmy podanej powyżej, nie ma również tak intensywnego posmaku.

Dawkowanie
Srebro koloidalne 25 ppm stosuje się w bardzo małych dawkach. Zalecana dawka srebra dla osoby ważącej 70 kilogramów to około 325 mcg. więc dawkowanie dzienne - do 15 ml. Profilaktycznie najlepiej spożywać 1 łyżeczkę dziennie (5ml), przy bardziej przewlekłych schorzeniach 2 łyżeczki dziennie (10 ml). Na opakowaniu jest informacja, że jest to produkt do tylko użytku zewnętrznego można go jednak spożywać w podanej wyżej dawce, nie należy jej przekraczać! Przy dłuższym stosowaniu np. 2-3 miesiące, dobrze jest zrobić sobie przerwę. Nie wolno stosować srebra osobą które mają na nie alergie!

Srebro koloidalne znikło na długie lata z aptek, gdyż koncerny farmaceutyczne nie mogły zarabiać na swoich chemicznych i szkodliwych lekach i antybiotykach. Teraz jednak nadszedł czas kiedy przeżywa swoje odrodzenie i powoli wchodzi na rynek. Coraz więcej ludzi szuka w internecie, książkach i innych źródłach, naturalnych i bezpiecznych metod na przedłużenie życia i poprawę zdrowia. Budzi się w nas ta świadomość, że tylko to co naturalne jest tak naprawdę skuteczne. Pamiętajmy jednak o tym, że nawet cudowny lek zażywany w zbyt dużych ilościach może nam bardzo zaszkodzić. Jeśli jednak zastosujemy się do bezpiecznych dawek, będziemy cieszyć się zdrowiem jeszcze przez długie lata!



Uwaga: Nikogo nie zachęcam do picia srebra koloidalnego. Bardzo zaciekawił mnie ten temat i po prostu postanowiłam o tym napisać.

niedziela, 6 marca 2016

Liczba powtórzeń w treningu na rozbudowę masy mięśniowej


                                     ZAWSZE JEST COŚ ZA COŚ
Przyjęte jest, że liczba powtórzeń jaką należy robić w seriach (dotyczy poszczególnych grup mięśniowych) oscyluje między 10 a 15 powtórzeniami. Przeglądając wiele planów treningowych zamieszczonych w Internecie najczęściej napotykałem zalecenie, aby w seriach robić  15, 12, 10 powtórzeń. I na tym wszelka informacja na temat powtórzeń się kończyła.

Przy tak ubogiej informacji osoby kopiujące podane plany treningowe robią zalecaną w nich  liczbę powtórzeń nie wiedząc jak od strony technicznej mają one wyglądać, aby spowodowały dynamiczny rozwój mięśni oraz czy taka liczba jest dla nich właściwa. Ot podał ją autor planu i trzeba mu zaufać. Problem w tym, że na zaufaniu bardzo wiele osób się „pośliznęło” i kiepsko na tym wyszło.
Jako trener personalny często prowadzę konsultacje z osobami trenującymi. Z mojego kilkuletniego doświadczenie wynika, że duża grupa  osób błędnie postrzega i w następstwie tego błędnie realizuje gotowe plany treningowe wzięte np. z Internetu.  Pierwszym podstawowym błędem jaki robią jest przywiązywanie przesadnie dużego znaczenia do liczby powtórzeń w seriach, czasami odnosiłem takie wrażenie, że jest ona dla nich najważniejsza, a najważniejszy powinien być stopień zaangażowania mięśni w wykonywane ćwiczenie. Drugim błędem jest to, że  nie zwracają należytej uwagi na wielkość ciężaru użytego do ćwiczeń. Jeżeli w planie treningowym jest napisane, że np. w unoszeniu przedramion ze sztangą (ćwiczenie na bicepsy) należy zrobić 4 serie po 15 powtórzeń w każdej, to robią te 15 powtórzeń i wydawałoby się, że wszystko jest OK. No nie do końca, bo zazwyczaj serie kończą z zapasem siły na wykonanie jeszcze kilku powtórzeń lub też, gdy do ćwiczenia użyją zbyt dużego ciężaru kaleczą, i to bardzo, prawidłowy sposób jego wykonania.  Można powiedzieć, że zarówno w pierwszym, jak i drugim  wypadku cel osiągają nie osiągając go jednocześnie, co oznacza, że wykonują założoną liczbę powtórzeń w serii (cel osiągnięty), ale proces rozwoju mięśni nic z tego nie ma (cel nieosiągnięty), gdyż nie dochodzi do jego inicjacji. Aby doszło seria musi spowodować dość mocne uszkodzenie włókien mięśniowych, a stanie się tak tylko wtedy, gdy, po pierwsze, poddawana ćwiczeniu grupa mięśniowa będzie bardzo mocno zaangażowana w podnoszenie i opuszczanie ciężaru, i po drugie, będzie zmuszona do maksymalnego wysiłku.
W sytuacji, gdy seria jest wykonywana z zapasem siły  na wykonanie jeszcze kilku powtórzeń trudno mówić o maksymalnym wysiłku, bo go nie ma. Analogiczna sytuacja jest wtedy, gdy dochodzi do dużego kaleczenia prawidłowego sposobu wykonywania ćwiczenia, gdyż wtedy do „walki” z ciężarem zbyt mocno włączają się mięśnie współpracujące z mięśniami docelowymi (mięśnie na rozwój których dane ćwiczenie jest robione), odciążając je w dużym stopniu od pracy. Trudno wtedy  mówić o  maksymalnym wysiłku ze strony mięśni docelowych, gdyż ten wysiłek jest co najwyżej na poziomie średnim.
Aby doszło do inicjacji (zapoczątkowania) procesu rozwoju mięśni każdą serię należy kończyć albo z zapasem siły na 1 powtórzenie, albo wyczerpaniem mięśniowym (dotąd robimy powtórzenia, dokąd tylko mamy siłę). Dotyczy to tylko serii roboczych i tylko okresów ciężkich treningów. W okresie treningów lżejszych, który zawsze powinien następować po  kilkutygodniowym (6-8 tygodni) okresie treningów ciężkich serie należy kończyć z zapasem siły na zrobienie kilku powtórzeń. 






W pierwszych kilku miesiącach treningów możliwości organizmu do zwiększania siły są ogromne. Ważne, aby ich nie ograniczać tylko rozwijać, bo wzrost siły daje doskonałą bazę do wzrostu masy mięśniowej. Będzie jednak tak tylko wtedy, gdy rola siły w treningach na wzrost masy mięśniowej będzie doceniona, co się przełoży na to, że treningi na wzrost siły staną się tak samo ważne, jak treningi na wzrost masy mięśniowej.
Z tego co na co dzień mam okazję obserwować na siłowniach zdecydowana większość osób trenujących jest tak zapatrzona w doprowadzeniu swojej muskulatury do obranego wzorca, że uwagę  zwraca wyłącznie na tempo rozbudowy mięśni. Treningi na wzrost siły są najczęściej poza polem ich zainteresowania, co oznacza, że sami na własne życzenie hamują postępy w rozbudowie swoich mięśni. Aby nie hamować należy także zadbać to, aby siła w mięśniach rosła, bo im więcej siły mają mięśnie, tym podnoszą większe ciężary, a im większe ciężary podnoszą, tym mięsnie lepiej się rozwijają.  Treningi na wzrost siły nie polegają na wykonywaniu 15,12, czy 10 powtórzeń w serii  na niezbyt dużych ciężarach, tylko 2-3 powtórzeń na ciężarach bardzo dużych (serie do wyczerpania mięśniowego).
Oczywiście, robienie w seriach 15,12 i 10 powtórzeń może dać dobre efekty, ale przede wszystkim osobom o bardzo małym stopniu zaawansowania treningowego,  o ile będą je robić w sposób właściwy i użyją do serii odpowiednio dużego ciężaru.  Dla takich osób  jest to właściwa liczba powtórzeń, gdyż ciężary jakich używa się wtedy nie są zbyt duże co sprawia, że nawet osoba początkująca nie powinna mieć problemów z przyswojeniem sobie zasad prawidłowego wykonania ćwiczeń. Ponadto, jeżeli tak dobierze ciężar, że ostatnie powtórzenie w serii zmusi ją do dużego wysiłku, to dojdzie do inicjacji procesu rozwoju mięśni. Jak widać jest z tego podwójna korzyść.
Załóżmy, że zgodnie z planem treningowym w wyciskaniu sztangi na ławce poziomej osoba o małym stopniu zaawansowania treningowego ma zrobić 3 serie, w pierwszej 15 powtórzeń, w drugiej 12 natomiast w trzeciej 10. Ćwiczenie to powinna zacząć od dwóch serii rozgrzewkowych, pierwszej  na ciężarze 30% CM (ciężar maksymalny, z którym w sposób prawidłowy może wykonać maksymalnie 1 powtórzenie) i drugiej na ciężarze 40% CM. Każda seria powinna liczyć od 15 do 20 powtórzeń i każda powinna być kończona z dużym zapasem siły. Następną serią jest pierwsza seria robocza do której ciężar sztangi powinien być tak dobrany, aby z dużym trudem wykonać nim 15 powtórzeń (serię należy zakończyć z zapasem siły na 1 powtórzenie).  W drugiej serii roboczej należy zwiększyć ciężar tak, aby wykonać nim 12 powtórzeń z zapasem siły na 1 powtórzenie. W trzeciej serii roboczej należy ponownie zwiększyć ciężar i wykonać nim 10 powtórzeń zakładając, że na większą ich liczbę nie pozwoli ubytek siły w mięśniach. Niezwykle ważną sprawą w seriach roboczych jest umiejętny dobór ciężaru. Ciężar powinien być gwarantem tego, że serie będą wykonane zgodnie z zaleceniami. 
Jeśli we wszystkich trzech seriach roboczych wykonamy docelową liczbę powtórzeń , to od następnego treningu musimy zwiększyć obciążenie treningowe a nie stać w miejscu z tymi samymi ciężarami, to ma kluczowe znaczenie szczególnie u osób początkujących (na co dzień spotykam się z takimi osobami, według mnie to jest najgorszy błąd jaki może popełnić początkujący człowiek na siłowni).
Jak widać na powyższym przykładzie,  każda seria robocza zmusza trenowane mięśnie do bardzo dużego wysiłku skutkiem czego jest mocna ich stymulacja do rozwoju. Gdyby serie te były kończone z zapasem siły na kilka powtórzeń,  to albo proces rozwoju mięśni stałby w miejscu, albo zachodziłby bardzo powoli.
W wypadku osób bardziej zaawansowanych w treningach, którym zależy na rozbudowie mięśni, nie zalecałbym aż tak dużej liczby powtórzeń. Oni powinni robić maksymalnie 10 powtórzeń w serii.  Ja od wielu lat robię maksymalnie 10 powtórzeń w serii, minimalnie zaś 2 powtórzenia (dotyczy ostatniej serii poszczególnych ćwiczeń). Dzięki takiej liczbie powtórzeń i umiejętnemu doborowi do niej ciężaru moje mięśnie mają zagwarantowane bodźce, które skutecznie stymulują je do rozwoju. W każdym ćwiczeniu stosuję też progresję ciężaru i każdą serię (dotyczy serii roboczych) robię  do upadku mięśniowego. Musze przyznać, że takie rozwiązanie najlepiej się sprawdza w moim wypadku.
Uwaga! Większą liczbę  powtórzeń stosuję tylko do tylnych części mięśni naramiennych ( do 15 powtórzeń) i mięśni łydek  (15 - 20 powtórzeń).
Dużo osób, którym polecam stosowaną przeze mnie liczbę powtórzeń twierdzi, że przy takiej liczbie nie czują tak mocno mięśni (pompa) jak przy liczbie większej  i szybko przestawiają się na serie 12-15 powtórzeniowe. Pytam ich wtedy na  czym im bardziej zależy, czy na tym, aby mięśnie się rozwijały, czy na tym, aby poczuć w nich mocną pompę, bo te dwa cele treningów nie muszą być ze sobą zbieżne.
Zdaję sobie sprawę z tego, że mocna pompa w mięśniach bardzo motywuje do treningu, a poza tym to niesamowicie przyjemna rzecz od razu po wykonanej serii poczuć w mięśniach jej efekt. Czy jednak po to się wkłada tyle pracy w treningi i robi się tyle wyrzeczeń, aby zafundować sobie wyłącznie takie doznanie? Dla mnie poczucie mocnej pompy w mięśniach też  jest ważne, ale o wiele ważniejsze jest to, jak trening wpłynie na proces rozwoju moich mięśni oraz czy uzyskane z niego bodźce będą miały wystarczająca moc, aby ten proces się rozpoczął.
Przykładowo, do serii roboczych wyciskania sztangi leżąc (ćwiczenie na mięśnie klatki piersiowej) używam ciężaru 130 kg (około 10  powtórzeń), 140 kg ( około 6 powtórzeń, nawet czasami mniej )  i 150 kg (2 góra 3 powtórzenia) i na pewno po zrobieniu ich wszystkich pompę  w mięśniach piersiowych mam mniejszą niż miałbym wtedy, gdybym serie robił na znacznie mniejszym ciężarze z dużo większą liczba powtórzeń w seriach.  Zawsze jest jednak coś za coś i trzeba się zdecydować, czy na treningach cieszyć się mocną pompą czy stałą poprawą formy swoich mięśni.

sobota, 30 stycznia 2016

Jedz co chcesz, wyglądaj jak chcesz ? A może czysta dieta ?

Niektóre osoby ćwiczące mogą mieć istny mętlik w głowie z powodu wielu sprzecznych informacji pojawiających się w sieci, a dotyczących wypowiedzi  znanych i popularnych youtuberów polskich poruszających w sieci  głównie temat żywienia. Jedni z nich twierdzą, że najlepszym sposobem żywienia jest trzymanie się zasady „Nie zwracaj większej uwagi na to co spożywasz, ale pamiętaj o tym, aby bilans makroskładników oraz bilans kaloryczny w ostatecznym rozrachunku się zgadzały”, drudzy natomiast twierdzą, że najlepszym systemem żywienia jest opieranie się tylko na spożywaniu zdrowych i  pełnowartościowych produktach. Jak jest naprawdę?




Pierwszy system tzw. "jedz co chcesz, wyglądaj jak chcesz", tak jak napisałem powyżej opiera się tylko i wyłącznie na liczeniu makroskładników, w skrócie bilans ma się zgadzać na koniec dnia. Jeśli się zgadza, to wszystko będzie super, ale ile w tym prawdy ? Możesz przecież powiedzieć " rewelacja, jem co chcę, pilnuje makro i kalorii i wyglądam super" ale w tej całej euforii zapominamy o jednej zasadniczej kwestii, do budowania formy trzeba czegoś więcej. Mógłbym wymienić bardzo wiele przeciwwskazań do trzymania tego typu diety ale wymienię tylko dwa najważniejsze argumenty. Pierwszym jest to, że przecież kaloria kalorii nie równa, o czym wie każdy dobry dietetyk. Zacznijmy od wyjaśnienia pojęcia kalorii. Jest to ilość energii, która jest potrzebna do ogrzania 1 g czystej chemicznie wody o 1 stopień Celsjusza od temperatury 14,5 stopnia do 15,5 stopnia. Na każdym produkcje spożywczym możemy znaleźć informacje odnośnie jego wartości energetycznej. Energia jest nam niezbędna do podtrzymywania funkcji życiowej oraz naszej aktywności. Mimo tego, że używamy potocznie słowa kaloria, to wartości energetyczne produktów spożywczych podawane są w kilokaloriach, czyli tysiącach kalorii ( 1 kilokaloria to 1000 kalorii). Dlaczego kaloria kalorii nie równa ? Podam taki oto przykład, wyobraźmy sobie, że na jednym talerzu znajduje się 500 kcal batonika a na drugim posiłek składający się z komosy ryżowej, wołowiny i zdrowego tłuszczu zwierzęcego, lub roślinnego mający taką samą wartość energetyczną. Węglowodany zawarte na drugim talerzu będą uwalniane dużo wolniej niż zawarte w batoniku węglowodany proste. Oba posiłki mają podobny indeks glikemiczny, ale kiedy dostają się do naszego organizmu mają zupełnie inne działanie. Węglowodany złożone , znajdujące się w posiłku z drugiego talerza rozkładają się wolniej co pozwala na dostarczenie nam większej dawki energii. Oprócz tego stabilizują nasz cukier, ponieważ są rozbijane na glukozę znacznie wolniej niż ma się to w przypadku węglowodanów prostych znajdujących się w nieszczęsnym batoniku. Zjedzenie słodkiego produktu, i nie mówię tu tylko o słodyczach, ale też o owocach, chipsach, hot-dogach, czy jak nie raz już słyszałem chlebie z cukrem, przekładać się będzie na uczucie sytości, które będzie nam towarzyszyło znacznie krócej niż w przypadku spożycia pełnowartościowego posiłku. I najważniejsza kwestia, tzw. „złe” węglowodany mogą powodować insulionodporność. Spojrzymy tylko na komosę ryżową, ma wiele witamin i minerałów, a oprócz tego tak wiele właściwości zdrowotnych, że można by było wymieniać je bez końca, wzmacnia nasz układ immunologiczny, usprawnia działanie układu pokarmowego, zmniejsza ryzyko miażdżycy, wspomaga odchudzanie, przyspiesza regenerację itp. Musimy zwracać baczną uwagę do tego jakie węglowodany spożywamy , jak sami widzicie kaloria, kalorii nie równa . Chciałbym jeszcze poruszyć temat kortyzolu, który jest hormonem stresu a ma ścisły związek z węglowodanami prostymi. Gdy zjemy  coś słodkiego, poprawia się nasz nastrój, czujemy się doskonale, to wszystko dzięki serotoninie, która wywołuje taki efekt. Ta nasza radość trwa jednak bardzo krótko, bo węglowodany proste są szybko uwalniane we krwi pod postacią glukozy, i zaraz po tym zalewa nas potop insuliny co prowadzi do nagłego spadku cukru i przyczynia się do wydzielania kortyzolu.. Jak wiemy, hormon ten przyczynia się do pogorszenia naszej formy i ciężej będzie nam ją zbudować. Pamiętajmy też o tym, że częste spożywanie „śmieciowego jedzenia” takiego jak chipsy, hot-dogi, cukierki, podnosi nam poziom estrogenu, co przyczynia się między innymi do zatrzymywania wody pod skórą a tym samym do pogorszenia wyglądu naszej sylwetki. Drugim, najpotężniejszym argumentem jest właśnie nasze zdrowie. Jedzenie chipsów, pizzy czy innych tego typu produktów raczej się nie sprawdzi jeśli będzie psuć nasze zdrowie. A jeśli nasz organizm nie funkcjonuje prawidłowo, to jak ma osiągnąć dobre wyniki sportowe ? Oczywiście ludzie zachwalający ten system żywienia bronią się twierdząc, że ich dieta w większości posiłków opiera się na jedzeniu zdrowych, pełnowartościowych produktów, no to hola, hola jak to jedz co chcesz, wyglądaj jak chcesz ? Czyż to nie hipokryzja? Robią tym samym mętlik w głowie młodych odbiorców bo jest to świetny sposób na przyciągnięcie uwagi widza i tym samym zwiększenie oglądalności. Każdy przecież szuka idealnego rozwiązania, żeby jak najmniejszym kosztem zyskać jak największy efekt ( nie chodzi mi tu o środki dopingujące, temat ten poruszę innym razem). To by było na tyle jeśli chodzi o tę metodę żywienia.

Teraz pora na opisanie kolejnego systemu żywienia. Przez 15 lat testowałem wiele diet, i muszę przyznać, że ta metoda, która polega na jedzeniu w 100 % "czystych" i pełnowartościowych posiłków również się nie sprawdza. Dlaczego tak jest ? Gdy spożywamy tylko same dobre produkty, może się to odbić na naszym zdrowiu. Czasami nasz organizm potrzebuje czegoś nie dobrego. Spójrzmy w przeszłość, w średniowieczu, wielcy królowie przyjmowali niewielkie ilości trucizny, z czasem zwiększając jej dawkę. Robili to żeby organizm mógł odpowiednio zareagować i przygotować się na wypadek gdyby ktoś chciał ich podstępnie otruć. Gdy trzymamy stu procentową dietę, po jakimś czasie nasz organizm tak się do niej przyzwyczai, że nie będzie reagował na nią tak jak na samym początku. Przestaniemy dostrzegać efekty pracy nad naszą sylwetką. To, że jemy zdrowe jedzenie nie znaczy, że jemy zdrowo, jest tak dlatego, że nasz organizm, jest złożoną machiną i potrzebuje jeść wszystko. Czyste jedzenie powinno stanowić około 90 % zapotrzebowania kaloryczności całodobowej , natomiast pozostałe 10 % to to na co mamy ochotę lub to co podpowiada nam nasz mózg. Gdy będziemy postępowali według tej zasady nie powinniśmy mieć żadnych braków w naszym organizmie. Została ona przetestowana zarówno przeze mnie jaki i moich podopiecznych i muszę powiedzieć, że pozwala na skuteczne bronienie się przed toksynami kiedy zdarzy nam się dzień bez trzymania diety. Przeprowadzono wiele badań na ten temat, w Internecie również można znaleźć różne informacje ale skąd mamy wiedzieć, które są prawdziwe, rzetelne ?


Podsumowując, wcale nie jest tak kolorowo jak jest to przedstawiane na różnych kanałach promujących sport i zdrowe żywienie. Nie można jeść jak się chce i wyglądać jak się chce. Ten system żywienia zaliczam z całą pewnością do mitów. Są dwa powody miażdżące tę teorię, tak jak już wspominałem kaloria, kalorii nie równa i jedzenie, które spożywamy musi pozytywnie oddziałowywać na nasze zdrowie jak i gospodarkę hormonalną. Jedzenie cukru i innych produktów, nie sprzyjających naszemu zdrowiu obniży tylko poziom dobrych hormonów takich jak testosteron, czy hormon wzrostu a podwyższy poziom kortyzolu i estrogenu. Te „złe” hormony raczej nie przyczynią się do budowania naszej formy. Wracając do spożywania samych tylko zdrowych , pełnowartościowych posiłków, wiadomo jest to super sprawa, ale nie można jeść w 100 % czysto. Nasze ciało potrzebuje czasem trucizny żeby móc z nią walczyć a co za tym idzie uodparniać się na jej działanie. Najlepszym systemem żywienia jest „ jedz zdrowo i rozsądnie” czyli 90 % zdrowych produktów, a 10 % takich na jakie mamy ochotę. Mam nadzieję, że ten artykuł rozjaśni wasze młode umysły. Na koniec jeszcze chcę dodać, że miałem zamiar napisać o wiele bardziej obszerny artykuł z większą ilością „za i przeciw” ale w trakcie pisania uznałem, że jest on tak oczywisty , że wystarczy kilka prostych argumentów, żeby go obalić. Wiadomo, że zwolennicy będą się twardo trzymać tego co głoszą, więc zakończę ten temat kilkoma słowami refleksji „ łatwiej jest człowieka oszukiwać niż udowodnić mu , że jest oszukiwany „ Pozdrawiam Marek


 Artykuł ukazał się z magazynie "KIF".

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Naturalne metody na odwodnienie

Dużo osób skarży się na to, że ma zbyt dużo wody pod skórą. Nie mogą się jej pozbyć, są opuchnięci i zmęczeni a waga wzrasta. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne, ale zazwyczaj są to : zmiany hormonalne np. zbyt duża ilość estrogenu, picie bardzo małej ilości wody, brak aktywności fizycznej, nieprawidłowa dieta, nadmierne spożywanie alkoholu, czy też nadmierne spożywanie soli.

Woda jest nam niezbędna do życia i stanowi około 80 % naszego ciała.  Żeby funkcjonowało ono dobrze, musi być zachowana równowaga wodno-elektrolitowa. Zarówno nadmiar wody jak i jej niedobór są bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Gdy czujemy że mamy jej w nadmiarze a świadczą o tym takie objawy jak : obrzęki, wzrost wagi, opuchnięte ciało (zwłaszcza ręce, nogi, palce u rąk), wrażenie ciężkości, zmęczenie, bóle głowy, rozdrażnienie możemy spróbować pozbyć się jej w naturalny sposób, za pomocą ziół bo w przeciwieństwie do leków, nie mają one żadnych skutków ubocznych.


Liść Damiana - pomaga skutecznie pozbyć się nadmiaru wody a przy okazji działa też oczyszczająco, wzmacniająco, odtruwająco, przeciwdepresyjnie. Dezynfekuje drogi moczowe. Jest zalecany na różne stany zapalne i nie tylko, np. : zapalenia i zakażenia układu moczowego, zaburzenia trawienia,  infekcje gruczołu krokowego, depresja, przemęczenie, zakwasy po treningu, w zaburzeniach pamięci, przy intensywnej pracy fizycznej lub psychicznej. Kupicie w dobrych sklepach zielarskich. Stosujcie w taki sposób jak jest to przedstawione na opakowaniu.


Pokrzywa zwyczajna - którą zna chyba każdy. Mimo, że jest uważana za chwast ma bardzo szlachetny walor, oczyszcza krew. Działa silnie moczopędnie, stosuje się ją leczniczo w stanach zapalnych dróg moczowych, przewodu pokarmowego czy skóry. Poprawia przemianę materii, kondycję włosów i pobudza je do wzrostu. Jest bogata w żelazo, więc osoby które mają problem z anemią z niedoboru żelaza, powinny jak najbardziej pić napar z pokrzywy.


Mniszek pospolity - ma silne działanie moczopędne, oczyszcza organizm z toksyn, działa odtruwająco. Jest bogaty w  sole mineralne takie jak potas, magnez, siarka, krzem oraz witaminy, głównie witaminę C. Ma pobudzający wpływ na wytwarzanie żółci przez wątrobę oraz ułatwia jej przepływ przez drogi żółciowe do dwunastnicy dzięki czemu przeciwdziała jej zastojowi. Normalizuje procesy trawienne, wpływa bardzo korzystnie na działanie trzustki. Działa przeciwcukrzycowo (czasami stosuje się go w początkowym etapie cukrzycy), pobudza wydzielanie soku żołądkowego, zwiększa odporność organizmu. Chroni wątrobę i pomaga jej się zregenerować. Stosuje się go w takich dolegliwościach jak : niewydolność nerek, otyłość, reumatyzm, gościec, skąpomocz, żółtaczka, zwiększona obecność mocznika i innych ciał azotowych we krwi, obrzęki i stany zapalne skóry, przewlekłe nieżyty gardła, oskrzeli. Zewnętrznie można go stosować na brodawki, kurzajki, kłykciny, działa tu głównie świeży sok mleczny, którym okłada się zmienione chorobowo miejsca. Do picia proponuję wam kupić "korzeń mniszka" znajdziecie go w sklepie zielarskim, jego koszt jest niewielki i nie ma żadnych skutków ubocznych.

Brzoza brodawkowata -  działa silnie odwadniające, ochrania wątrobę. Stosuje się ją przy przewlekłych chorobach dróg moczowych, które są połączone ze zmniejszonym wydalaniem moczu, w zmniejszonym wydalaniu kwasu moczowego i moczanów, przy kamicy moczowej, przy obrzękach na tle niewydolności nerkowej. Usuwa szkodliwe produkty przemiany materii, stosuje się ją przy łuszczycy, trądziku młodzieńczym, łojotokowym zapaleniu skóry, w lekkich schorzeniach wątroby, w chorobie gośćcowej, skazie moczanowej.

Nawłoć pospolita - Flawonoidy i olejek eteryczny zawarty w nawłoci mają silnie moczopędne działanie. Nawłoć dodatkowo uszczelnia ściany włosowate naczyń krwionośnych, działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, odtruwająco. Stosuje się ją w stanach zapalnych dróg moczowych ( przy zapaleniach pęcherza moczowego, miedniczek nerkowych, w zapaleniu kłębków nerkowych, moczowodów). Jako środek pomocniczy przy nadciśnieniu, skazie moczanowej, kamicy moczowej. Usprawnia przemianę materii, stosowana jest również w nieżycie żołądka lub jelit, przy drobnych krwawieniach po uszkodzeniach błon śluzowych przewodu pokarmowego. Zewnętrznie, stosuje się ją przy stanach zapalnych do płukania jamy ustnej lub gardła. Jako okłady na trudno gojące się rany, czyraki, owrzodzenia skóry.

Łopian większy - działa moczopędnie, ułatwia trawienie i przyswajanie pokarmów. Zwiększa wytwarzanie soku żołądkowego a także żółci w wątrobie. Przyspiesza przemianę materii, działa przeciwcukrzycowo, napotnie. Zaleca się jego spożywanie w przewlekłym reumatyzmie stawowym i mięśniowym, przy chorobach łojotokowych, wyprysku, świądzie, trądziku, czyraczności. Ciekawe jest to, że stosuje się go też pomocniczo w terapii niektórych nowotworów. Stosowany zewnętrznie w postaci okładów, hamuje rozwój szkodliwych bakterii oraz grzybów chorobotwórczych, ma działanie przeciwzapalne i jest też stosowany w leczeniu zaburzeń czynności skóry( na tle łojotokowym).

Dziurawiec zwyczajny - działa moczopędnie, ściągająco na błonę śluzową przewodu pokarmowego, przeciwzapalnie, hamuje drobne krwawienia. Przeciwdziała zastojowi żółci i zapobiega tworzeniu się kamieni żółciowych. Usuwa szkodliwe produkty przemiany materii, działa przeciwbakteryjnie oraz uspokajająco.  Uważa się, że ma działanie przeciwnowotworowe, jednak stosuje się go tylko jako środek pomocniczy. Działa odkażająco, w stanach zapalnych dróg żółciowych, polecany przy osłabionej wątrobie, przy stanach zapalnych jelit, żołądka, bólach brzucha i wzdęciach. Stosuje się go też przy gośćcu, skazie moczanowej, w zastojach krążenia obwodowego krwi. Zewnętrznie zalecany na wrzody, odmrożenia, oparzenia I i II stopnia, wyprzenia, trudno gojące się rany, owrzodzenia żylakowe, w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła (stosowany do płukania tych miejsc). Podobno leczy się nim bielactwo ( zanik pigmentu skóry). Przy częstym stosowaniu dziurawca, jesteśmy bardziej narażeni na promienie ultrafioletowe światła słonecznego także należy zachować ostrożność!

Skrzyp polny - Stosuje się go pomocniczo w obrzękach spowodowanych zatrzymywaniem wody i elektrolitów w wyniku schorzeń serca lub nerek. Bogaty we flawonoidy i krzem, skrzyp polny zwiększa objętość wydalanego moczu i usuwa nadmiar moczanów. Działa rozkurczowo na drogi żółciowe i moczowe, uszczelnia ściany naczyń krwionośnych. Poprawia pracę serca, zapobiega obrzękom. Ma działanie odtruwające, przeciwbakteryjne i przeciwzapalne, usprawnia pracę wątroby. Dzięki dużej zawartości krzemu uelastycznia skórę, i poprawia odporność naskórka, błon śluzowych, tkanki łącznej i kości. Hamuje odkładanie się tłuszczów w naczyniach krwionośnych. Bardzo korzystnie wpływa na gospodarkę hormonalną, zwłaszcza u osób starszych. Podnosi poziom hemoglobiny, działa przeciwkrwotocznie. Stosuję się go przy gośćcu, skazie moczanowej, w łuszczycy, dla przyspieszenia gojenia się ran, w miażdżycy, w leczeniu gruźlicy płuc. Nie ma żadnych skutków ubocznych z wyjątkiem jednego, ze względu na zawartość antywitaminy B1, po długotrwałym stosowaniu może nastąpić jej niedobór w naszym organizmie, więc jeśli chcecie długo stosować skrzyp to przyjmujcie dodatkowo witaminę B1.

Perz właściwy - zwiększa ilość wydalanego moczu i ma działanie odtruwające. Obniża zawartość szkodliwych metabolitów w organizmie. Zawarta w perzu rozpuszczalna krzemionka działa ochronnie na skórę, tkankę łączną, błony śluzowe, narządy wewnętrzne, naczynia krwionośne (nadaje im odpowiednią elastyczność). Ma działanie przeczyszczające, antybiotyczne, żółciopędne, przeciwgorączkowe, przeciwdziała stłuszczeniu wątroby. Dodatkowo perz stosowany jest przy kamicy moczowej, nadciśnieniu, w skąpym wydalaniu moczu, w niewydolności wątroby, przy trądziku pospolitym, w skłonnościach do zaparć i otyłości.

Fiołek trójbarwny - ma delikatne działanie moczopędne. Ma działanie odtruwające , usuwa szkodliwe produkty przemiany materii wraz z moczem. Ułatwia odkrztuszanie, działa słabo napotnie, przeczyszczająco. Stosuje się go w dolegliwościach związanych z drogami moczowymi, w trudnościach z oddawaniem moczu, zapaleniu kłębków nerkowych, moczowodów, oraz pęcherza moczowego. Pomaga na egzemę, trądzik młodzieńczy, wyprysk sączący i rumieniowy, pęknięcia skóry, wykwity skórne, świąd skóry, liszaja rumieniowatego, skazę limfatyczną. Stosowany przy łamliwości naczyń krwionośnych i miażdżycy naczyń.

Jeśli pomimo stosowania tych ziół, woda nie chce schodzić, to prawdopodobnie jest coś nie tak z twoimi hormonami, dobrze byłoby sprawdzić czy nie masz czasem niedoczynności tarczycy czy innych problemów zdrowotnych. Uwaga! Środki farmakologiczne też mogą powodować zatrzymywanie wody pod skórą. A są to głównie: tabletki antykoncepcyjne, niesteroidowe leki przeciwzapalne, kortykosteroidy, minoksydyl, fludrokortyzon.

 Zatrzymywanie wody w organizmie może wskazywać na :
- choroby wątroby,
- choroby nerek,
- niewydolność serca,
- niewydolność żylna (żylaki),
- zakrzepicę żył głębokich.
- choroby endokrynologiczne, 
Zioła, które tu opisałem są doskonałą metodą na pozbycie się niechcianej nadmiernie gromadzonej w ciele wody. Pamiętajcie, że zbytnie odwodnienie może prowadzić do zagrożenia waszego zdrowia a nawet życia. Jest to bardzo niebezpieczne i wyniszczające więc nie przesadzajcie z tym za bardzo,  pozdrawiam Marek


Informacje zawarte w tekście pochodzą z książek " Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie" oraz z "Atlasu roślin leczniczych"